Macierzyństwo

Macierzyństwo

            Witam serdecznie wszystkich chętnych do przeczytania mojego kolejnego wpisu. Podejmę dzisiaj tematykę ciekawą, wracając zarazem do ostatniego w którym dzieliłam się myślą o różnych rolach jakie gramy w życiu. Temat dzisiejszy jest mi szczególnie bliski, bo dotyczy roli matki. Zdaję sobie sprawę, że jest to temat rzeka i jeden wpis nie wyczerpie tematu, dlatego nie wykluczam, że jeszcze do niego wrócę.

            Chciałabym dzisiaj podejść do tematu z nieco innej strony. Zastanawialiście się kiedykolwiek nad porównaniem macierzyństwa jakie realizowały nasze Mamy a macierzyństwem jakie realizujemy my same dzisiaj? Osobiście i niejednokrotnie ze swojej strony spotkałam się z opowieściami bliskich mi osób a zarazem starszych wiekiem jak Mama, Teściowa, zacna ciocia czy koleżanka Mamy, o tym jak kiedyś było trudno wychowywać dzieci w przeciwieństwie do tego, jak dzisiejszym mamom jest po prostu lżej pod wieloma względami. Słyszałam o wielu trudnościach z jakimi borykały się w tamtych czasach, szczególnie mam tu na myśli okres PRL-u, w wielu płaszczyznach jak np. zaopatrzenia w mleko w proszku, pieluch tetrowych, ubrań dla dzieci, wózków, proszków do prania, różnych gadżetów którymi posługujemy się dzisiaj bez liku, a które wtedy były po prostu nie dostępne. Sama pamiętam, jak jedynym dostępnym preparatem witaminowym dla dzieci był Vibovit. Zapewne, co do czego nie mam żadnych wątpliwości i przez co przed wszystkimi tymi kobietami chylę czoła, zdobycie tych wszystkich dóbr, dbanie o nie, wymagało dużego poświęcenia oraz swoistej zaradności z ich strony, żeby zawsze było, żeby nie zabrakło.

            Jest jeszcze druga strona medalu, o której wspominają nasze mamy, a która dotyczy sfery samego wychowania, jego sposobu, innych relacji pomiędzy rodzicami a dziećmi, które z kolei były wynikiem innych okoliczności. Innych relacji pomiędzy rodzeństwem i w sąsiedztwie. Było trudniej – powiedziały by najogólniej mówiąc nasze Mamy.

            Jestem przekonana, że dla wielu z Was, niekoniecznie matek – Polek ale też ojców – Polaków są te opowieści znane, bo jako dzieci sami ich doświadczaliśmy, choć po pierwsze prawie już wcale o tym nie pamiętamy a po drugie – nie stanowiło to dla nas żadnego problemu, bo raczej zawsze po prostu było, a jak nie było to zaradna mama znajdowała inne rozwiązanie, albo w pobliżu znalazła się inna mama która akurat miała albo mogła pomóc. Dlatego więc, reasumując – było ciężko, było trudniej powiedzą.

            Właśnie z tego powodu stawiam pytanie – a jak jest dzisiaj? Jak jest dzisiaj nam, mamom które mają nieograniczony dostęp do wszystkiego, co pomaga w należytym sprawowaniu macierzyństwa? Nawet jeśli ktoś teraz powie, że dostęp jest ale ograniczony, bo nie każdego stać na produkt z tzw. wyższej półki, to i tak nie zmienia to postaci rzeczy, że można sięgnąć po inny produkt z półki niższej i wcale nie oznaczający jakościowej przepaści na „in minus”. Jest wszystko i jest na wyciągnięcie ręki. Co więcej, jest bardziej praktyczne i wygodne, nie dość wspomnieć o jednorazowych pieluchach. Wiadomo, technika się rozwinęła i dzisiaj mamy rozwiązania o których nasze mamy nawet nie myślały. Zaryzykuję stwierdzenie, że nikt dzisiaj raczej nie stawia dziecku klasycznych baniek na plecach żeby przyspieszyć wyzdrowienie z choroby. Mało kto już używa termometrów rtęciowych posługując się po prostu laserowym. Z pośród kilkunastu rodzajów mleka modyfikowanego możemy wybierać jakie tylko chcemy a nad to, jeśli dalej chcemy karmić dziecko swoim mlekiem, możemy je ściągnąć, przelać do specjalnego pojemnika, schować  następnie podgrzać w odpowiednim urządzeniu. Tego nie było.

            W tym miejscu zmierzam do tego zasadniczego wątku, jakim jest następujące pytanie: o ile jest nam łatwiej w kontekście mnogości wyborów jakie mamy dzisiaj w stosunku do tego jak było kiedyś? Spróbuję więc i zacznę tak: mleko – chmmm, które jest tym najlepszym dla dziecka? Co na to lekarz? Czy aby dziecko nie będzie miało alergii? Kupić to „X” czy jednak może to „Y” ? Chwila, jest jeszcze mleko „Z”. Kiedy skończyć karmić piersią a zacząć wprowadzać sztuczne, czy może roślinne? Zdania są podzielone, więc kogo słuchać? Temat szczepić – nie szczepić jest dzisiaj na tyle kontrowersyjny, że go pominę, choć też wpisywałby się w treść wątku. Jedziemy dalej: pieluchy – jednorazowe czy może lepiej te wielorazowego użytku (coś wiem, bo stosowałam oba rodzaje)? Witaminy – kompleksowo czy oddzielnie, lepiej te z firmy X czy może te z Y bo sąsiadka stosuje i jest zadowolona? Kolka – przeboleć, bo przecież sama też miałam i żyję czy zastosować te krople, a to przecież chemia? Żywienie dzieci to kolejny temat rzeka więc pominę. To inaczej: nosidełko czy chustowanie? Czy nasze mamy miały dylemat z nosidełkiem? Chyba nie i najczęściej stosowanym rozwiązaniem było noszenie na rękach lub wożenie w wózku. Skoro już jesteśmy w temacie leżenia to czy leżaczek, czy bujaczek, może huśtawka, czy kołyska? Który najlepszy pod względem ortopedii? Ortopedia: chodzik czy nie? Rowerek bez pedałów czy ten na trzech kółkach (to i tak trochę później po etapie nauki chodzenia). Co zrobić kiedy moje dziecko nie mówi jeszcze „mama” a koleżanki rówieśnik już zaczął miesiąc temu? To pytanie akurat mogłoby być wspólne i starym i nowym czasom… Wracam do bardziej materialnych kwestii. Ząbkowanie: było, jest i zawsze będzie więc niech i teraz będzie czy jednak ulżyć dziecku i zastosować żel? Jaki? Mycie głowy i w ogóle higiena bobasa: mydłem szarym, czy tym hipoalergicznym od pierwszego miesiąca? Tym z apteki czy tym z drogerii? Wysypka na delikatnej skórze: od razu do lekarza i po maść robioną w aptece, czy może po krem natłuszczający „X”, „Y” czy „Z”?

                  Kolejny aspekt pytań jaki przychodzi w tych rozterkach to: kogo słuchać? Mamy która powie, że kiedyś było trudniej a można było, czy przyjaciółki, starszej siostry? Lekarza? – oczywiście w wielu przypadkach tak, ale czy aby na pewno jednego, kiedy problem np. z refluksem a nie astmą? I tak dalej i tak dalej… O ile sobie przypomnę swoje dzieciństwo to z lekarzami także było inaczej, nie tylko w kontekście ich fachowej wiedzy na miarę tamtych czasów, ale samo podejście lekarzy do pacjentów także było inne, bo i pokolenie lekarzy też było inne.

            Artykułuję także wniosek, że najtrudniej jest z tym pierwszym dzieckiem, na zasadzie swoistej metody empirycznej, obserwacji, punktu odniesienia do kolejnego dziecka, bo wiadomo, że skoro metoda/środek został sprawdzony na pierwszym dziecku, to można z większą (ale nie 100%) dozą prawdopodobieństwa powodzenia zastosować u kolejnego bobasa. Potwierdzam, że najczęściej choć nie zawsze z drugim i kolejnym jest łatwiej, ale i my doświadczenie mamy już zupełnie inne i bogatsze.

            Zauważcie, że skupiam się na razie tylko na jednej warstwie macierzyństwa, nazwijmy ją: praktycznej. Nie dotykam dylematów wychowawczych, zostawię to chyba na kolejny wpis, o ile uważacie że podjęty przeze mnie temat warty jest pisania. Zachęcam do pozostawiania komentarzy pod wpisem i proszę, nie zrażajcie się jeśli od razu go nie zobaczycie, także z racji m.in. matczynych obowiązków nie od razu go przeczytam. Zachęcam także do podzielenia się innymi przykładami które w kontekście tego wpisu przychodzą Wam na myśl. Pozdrawiam serdecznie.

No Comments

Sorry, the comment form is closed at this time.