Małżeństwo – przyjaźń? wybór? kontrakt? konieczność?

Małżeństwo – przyjaźń? wybór? kontrakt? konieczność?

Zastanawialiście się iloma jeszcze przymiotnikami można by opisać związek dwojga ludzi, powszechnie nazywany małżeństwem? Zapewne tak. Ciekawe jakie więcej skojarzenia przychodzą Wam na myśl żeby określić ten szczególny rodzaj więzi międzyludzkiej.

            Małżeństwo towarzyszy człowiekowi od początku, przybierając różnorodne formy. Ta najbardziej zakorzeniona w naszej kulturze to oczywiście związek monogamiczny kobiety i mężczyzny. Niektórzy używają słowa „instytucja małżeństwa”, z którą trudno mi się zgodzić
i uznać za właściwą wzajemnej relacji małżonków. Zastanawiające jest więc to, dlaczego, jak świat stary, wśród wielu małżeństw jest tyle cierpienia, kiedy w swojej istocie małżeństwo miałoby być ostoją? Dlaczego tyle nieporozumień, kiedy na starcie wydawało się, że małżeństwo to związek dwojga ludzi w swojej istotce bliskich sobie niczym dwie połówki jabłka? Dlaczego po 20, 16, 11 latach wspólnego życia, czasami więcej a niestety coraz częściej krótszego czasu trwania małżeństwa, tych dwoje ludzi podejmuje decyzję żeby się rozstać?

            Odpowiedzi jest więcej niż pytań, nie trzeba się specjalnie wysilać na znalezienie psychologicznych odpowiedzi. Często przyczyną jest niedojrzałość na starcie, zbyt pochopne podjęcie decyzji o założeniu rodziny, egoizm, choroba – często alkoholowa lub związana z innym nałogiem, co gorsze połączona z przemocą na różnych płaszczyznach. Nie rzadko zdrada jednego z małżonków stanowi najpoważniejszy powód kryzysu. Jak życie pokazuje powodem małżeńskich problemów może być zwyczajowe wypalenie się, brak pomysłu na wspólną przyszłość. Nie rzadko, co zdarza się małżeństwom dojrzałym, najpoważniejszy kryzys przychodzi po wyjściu dzieci z domu. Sytuacja taka określana jest syndromem opuszczonego gniazda. Nad to nie pomaga sytuacja w której małżonkowie znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej. Splot wielu niekorzystnych zdarzeń prowadzi
w konsekwencji do punktu, w którym rozstanie wydaje się być jedynym rozwiązaniem.

            Czy na pewno jedynym? Ze swojej strony jestem przekonana, że warto szukać co najmniej drugiego rozwiązania. Takiego, które zostanie zaakceptowane przez oboje małżonków. Takiego, które może zaproponować osoba nie będąca częścią konfliktu a zarazem osoba obiektywna i potrafiąca trzeźwo ocenić skalę problemu. Współczesne metody psychoterapeutyczne posługują się różnymi formami prowadzenia konstruktywnego dialogu. Nie oznacza to 100% pozytywnej skuteczności rozwiązania, co raczej pozwala obojgu dostrzec możliwość podjęcia próby realnego, możliwego wyjścia z niekorzystnej sytuacji.

            W tym miejscu należy sobie jeszcze tylko postawić ostatnie pytanie, czy każde z dwojga osób chce we własnej, nieskrępowanej wolności podjąć jeszcze jedną próbę? Na ile stać osobę na wyjście poza własne „ego”, nierzadko urażoną,  zawiedzioną dumę a często również złamane serce? Zanim poszukasz odpowiedzi na to pytanie, trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że małżeństwa nie można rozpatrywać w zakresie prostego bilansu zysków i strat. Nawet jeśli miałabym się pokusić o opisanie małżeństwa zwrotami ekonomicznymi, mało kto nie przyzna mi racji, że małżeństwo to inwestycja długoterminowa, rzekłabym bardzo długo terminowa.

            Kończąc nawiążę do pytania z wcześniejszego akapitu. Jeśli jesteś osobą znajdującą się wraz ze swoim współmałżonkiem (partnerem) w sytuacji kryzysowej – podejmiesz próbę?

No Comments

Sorry, the comment form is closed at this time.